Prolog
Dodano: wtorek, 11 maja 2010 22:03:10
Komentarz: komentarze [12]
Gdybym mówiła językami ludzi i aniołów,
To nic by mi to nie dało,
Bo nie rozumiesz mnie nawet,
Gdy mówię po angielsku.
Zirytowana Mercedes Black
Nie wychylaj się. Pozostań niezauważona. Bądź niewidzialna. Cicha. Taka właśnie byłam. Tak mi kazano. Niestety, kiedy jest się sierotą, trzeba słuchać tych, którzy dali ci choć odrobinę serca. Chociażby takiego Albusa Dumbledore'a, wiekowego czarodzieja, który nie przeszedł obojętnie obok porzuconego dziecka. Nie ciekawie żyje się z perspektywą, że jako niemowlak, leżało się porzuconym, z karteczką
Nazywa się Merceds (Mary) Black.
Dziecko Slytherinu.
Jednak takie były realia. Nie mogłam nazwać się mianem wolnego człowieka. Nie, kiedy szłam korytarzem z torbą na ramieniu i wzrokiem wbitym w ziemię, zmierzając prosto w stronę gabinetu dyrektora. Kiedy mruknęłam cicho
Ślimaki-gumiaki do chimery, weszłam na schody. O niczym innym nie marzyłam, jak o wykładzie o moich kiepskich stopniach z opieki nad magicznymi zwierzętami. Kto w ogóle wymyślił tą bzdurę? Wuj nie powinien się czepiać mnie, tylko tego nieudacznika, pół olbrzyma, który nie rozróżnia miotły od kija od szczotki. Zapukałam do drzwi i po cichym
Proszę weszłam do okrągłego gabinetu.
- Mary, nareszcie jesteś – powiedział, patrząc na mnie spod swoich okularów połówek.
Spojrzałam na niego spode łba i westchnęłam głośno. Podeszłam do jego biurka, ale nie usiadłam na krześle naprzeciw niego.
- W najbliższym czasie będę potrzebował twojej pomocy. Jak sama słyszałaś podczas uczty, odbędzie się w Hogwarcie Turniej Trójmagiczny i chciałbym, żebyś jako pierwsza, przywitała i zajęła się naszymi gośćmi z innych szkół.
Zaparło mi dech w piersi. A więc po to mnie wezwał? Żadne słowa nie mogły opisać mojej radości, jednak nie dałam tego po sobie poznać.
- Bardzo chętnie ci pomogę, wuju. Czy mogę już wrócić do swojego dormitorium? – mówiłam spokojnie i uprzejmie, jak mi zawsze kazano.
- Najpierw porozmawiamy sobie o twoich ocenach – zaczął, opierając podbródek o splecione palce dłoni.
- Och błagam – jęknęłam. – Jestem po ciężkiej lekcji z profesorem Snapem. Nie możemy tego odłożyć?
- No dobrze – mruknął rozbawiony.
- Dziękuję – dygnęłam lekko i wyszłam prędko, rzucając jedynie krótkie
Dobranoc.
Wuj był dla mnie jedyną rodziną. Starał się ułatwić i ulepszyć mi życie jak tylko się dało. Jedyną rzeczą, która mnie denerwowała, to że zwracał się do mnie Mary, mimo że miałam na imię MERCEDES. Jeśli akceptowałam jakieś zdrobnienie, to było to Mercy, ale tylko w ostateczności. W końcu dotarłam do lochów. Powiedziałam pewnie hasło i weszłam do pokoju wspólnego Ślizgonów. Gdy tylko przekroczyłam próg, wpadł na mnie chłopak o jasnych, wręcz platynowych, włosach.
- Uważaj jak chodzisz – warknął, idąc gdzieś z dwoma gorylami.
Oczywiście i dla szanownego pana Malfoya pozostawałam niewidzialna. Miałam tego serdecznie dość. Wbiegłam po schodach do swojego dormitorium, które całe szczęście było puste. Trzasnęłam drzwiami i westchnęłam głośno. Miałam dosyć bycia szarą myszką. To zupełnie nie pasowało do mojego charakteru. To po prostu nie byłam ja. Choćbym miała dostać godzinną ripostę, nadszedł czas, abym w końcu udowodniła, jak jestem naprawdę.
Szablon wykonała Scarlet! Chcesz podobny zamów na Goodies!